Nasza Sokółka

miasto wielu kultur

Tatarskie święto przy zagrożonym szlaku

– No nie! Za dużo tego mięsa tu panie napakowałyście, trzeba powyjmować, bo pieróg się nie dosmaży! – Dżenneta Bogdanowicz. Uczyła je w Kruszynianach niełatwej sztuki wypieku potraw tatarskich
Sobota, godz. 15.30. W Kruszynianach trwa II Festyn Kultury i Tradycji Tatarów Polskich. Gości – co niemiara. Jedni próbują sił w strzelaniu z mongolskiego łuku, inni próbują jeździć konno, obserwują tatarskie tańce.
Najwięcej jest jednak łasuchów. Dlatego pracownicy Tatarskiej Jurty nie wyrabiają się z zamówieniami. Każdy chce skosztować pierekaczenika, bułek z mięsem (zwanych pieriemiaczami) czy ciasta z serem – listkowca. I choć przysmaki sprzedawane są w kilku miejscach, wszędzie stoją długie kolejki. Ludzi nie zniechęca nawet wysoka cena (kawałek pierekaczewnika – 8 zł, pieriemiacz – 5 zł.)

Wielu postanawia samemu spróbować sił w sztuce kulinarnej. Na stole raz dwa pojawiają się mąka, jaja, woda, olej i składniki farszu. Za stołem stają same panie.
– Co będziemy robić? – pyta Dżennetę jedna z uczestniczek.
– Pierekaczewnik, czebureki i kołduny – odpowiada. I podaje paniom miski. – Tu proszę wrzucić trzy jajka, tu pięć, a tam same żółtka – wylicza szybko.
Kilka minut później kobiety zagniatają przygotowane ciasto.
– Kto tu jest od sprawdzania tego ciasta? – pyta ze śmiechem Renata Osowska, kaliszanka. – Co tu z tego ma wyjść? Ja to nazywam „trzy buraki”, bo inaczej nie zapamiętałabym tej nazwy [czebureki – red.].
Na głęboki tłuszcz trafiają czebureki – spore pierogi z mięsem. Najpierw próbują ich kucharki.
– Pychota! – zachwalają. Na kołduny i pierekaczewnik będą musiały poczekać trochę dłużej. Pierwsze muszą się ugotować w przygotowanym wcześniej rosole, drugi wypiec na rumiano w piecu.
Tatarski szlak, księżycowy szlak?
W weekend o kulturze tatarskiej mówiono nie tylko w Kruszynianach. W Sokółce trwała kolejna już edycja Letniej Akademii Wiedzy o Tatarach (znów festyn i dla chętnych – naukowe seminaria). Wszystkie te działania mają promować kulturę tatarską, a tym samym przyciągać turystów.
Tymczasem dwa kilometry od szlaku tatarskiego (chodzi o 250 ha ziemi ziemię w Bohonikach, Szyszkach i Drahlach) wciąż planowana jest kopalnia żwiru. Jak mówi jeden z pracowników Olsztyńskiej Kopalni Surowców Mineralnych, jeśli wszystko pójdzie dobrze, kopalnia rozpocznie pracę jeszcze w tym roku:
– Jesteśmy właśnie w trakcie załatwiania formalności prawnych. Ale o szczegóły proszę pytać prezesów. Będą uchwytni w przyszłym tygodniu – informuje.
Przyszłą budowę potwierdza także rzecznik prasowy burmistrza Sokółki (sam burmistrz był w weekend nieuchwytny).
– Kopalnie są w planie zagospodarowania od kilku ładnych lat. Ale pierwsze odkrywki mają być jednak sporo oddalone od szlaku tatarskiego – pocieszająco mówi Zbigniew Tochwin.
Niestety nie udało nam się ustalić, czy kopalnie na pewno powstaną w pobliżu szlaku tatarskiego. Rzecznik wojewody podlaskiego Mirosław Piontkowski nie umiał odpowiedzieć, czy olsztyńska firma dostała już na to koncesję. Obiecał to sprawdzić.
Bez protestów ze strony zainteresowanych
Co o pomyśle powstania kopalń myślą sami Tatarzy, którym najbardziej powinno zależeć na ochronie krajobrazu ciągnącego się wzdłuż szlaku tatarskiego? Budowę krytykują jedynie ci, którzy formalnie zaprotestować nie mogą.
– Gdyby firma zrobiłaby tam zalew, bo może rzeczywiście byłaby to atrakcja, a tak czeka nas krajobraz iście księżycowy. Nie sądzę, żeby rozkopane wzgórze przyciągało do nas turystów – mówi jeden z nich.
W podobnym tonie wypowiada się też Józef Konopacki, były wiceprezes Związku Tatarów Polskich. – Ja uważam, że to jest problem. Naruszenie całego otoczenia szlaku tatarskiego. Kiedy byłem jeszcze we władzach, zajmowałem się tą sprawą niejako z urzędu. Teraz proszę pytać o to muftiego – odsyła.
Tomasza Miśkiewicza, muftiego Muzułmańskiego Związku Religijnego w Polsce spotkaliśmy na imprezie w Kruszynianach.
– To pytanie najlepiej zadać gminom muzułmańskich, koło których będzie prowadzona ta inwestycja – zbył nas.
Mirosława Korycka, przewodnicząca gminy muzułmańskiej w Bohonikach (wieś od przyszłej kopalni oddalona jest zaledwie 1,5 km) przez cały weekend nie odbierała telefonu. Kiedy pierwszy raz dwa lata temu zapytaliśmy ją o zdanie w tej sprawie, odparła że „księżycowe krajobrazy to wymysły” i że nie sądzi, by odkrywka zaszkodziła w czymkolwiek szlakowi. To dlatego pewnie olsztyńska firma na pytanie o protesty w sprawie budowy przyszłego zakładu odpowiada:
– Nic nam na ten temat nie wiadomo.
Aneta Dzienis
http://miasta.gazeta.pl/bialystok/1,35241,4402264.html

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: